Dlatego twierdzę, że edukacji potrzeba dziś szerszego spojrzenia – spojrzenia antropologicznego. A nawet więcej: potrzeba inicjacji antropologicznej, wytrącającej współczesną edukację z trwania w utartych koleinach, konfrontującej ją z innością, wielością możliwych rozwiązań. Przyjęte formy instytucjonalne, usankcjonowane nie tylko prawem, ale również tradycją tak mocno zakorzenioną, że graniczącą z oczywistością, stwarzają nieprzekraczalne ramy myślenia o stanie edukacji. Formy te są nie tylko utrwalonymi czy nawet spetryfikowanymi strukturami – stanowią zastygły wyraz tradycyjnej formuły edukacji, materializację stojącej za nią ideologii. Inicjacja antropologiczna, którą tu postuluję, mogłaby posłużyć do tego, by tę formułę i tę ideologię odsłonić, ujawnić ich kulturowe i aksjologiczne przesłanki. W zgiełku doraźnych sporów – o finanse, programy, takie czy inne przekształcenia organizacyjne – gubi się bowiem stokroć ważniejszy problem: czym jest, czym mogłaby być i czym powinna być dziś edukacja?
Bo przecież niezadowolenie z jej stanu najczęściej znajduje wyraz właśnie w twierdzeniu, że nie realizuje ona swoich celów, nie wypełnia stawianych przed nią zadań. Tylko – jakie to cele, jakie zadania? Zarzut wydaje się trafnie sformułowany, tyle że nie towarzyszy mu refleksja nad przesłankami, najwyraźniej uznawanymi za oczywiste. Tymczasem nie są one wcale oczywiste.
Ich nieoczywistość może się ujawnić, gdy nie poprzestanie się na deklaracjach oficjalnych dokumentów prawnych czy programowych i weźmie się pod uwagę, że edukacja to nie tylko system instytucji oświatowo-wychowawczych, instytucji w sensie administracyjno-biurokratycznym. Edukacja to również, a właściwie podstawowo, instytucja kulturowa. Oznacza to – wedle Bronisława Malinowskiego, który wprowadził to pojęcie do teorii antropologicznej – że jest przyjętym w określonej zbiorowości sposobem zorganizowanego działania, którego celem jest zaspokojenie jakiejś ważnej dla tej zbiorowości potrzeby . Ale właśnie: jakiej potrzeby? O ile można uznać, że nie ma takiej kultury, która nie spełniałaby żadnych funkcji edukacyjnych, o tyle treści tych funkcji – a więc potrzeby poprzez nie zaspokajane – wcale nie są uniwersalne.
Pobierz całość publikacji
|