Forum Edukacji Kulturalnej        Forum Edukacji Kulturalnejpoleć znajomemu
Forum Edukacji Kulturalnej    Piątek, 30 lipca 2010r.

Na blogu zamieszczane są wypowiedzi na temat projektów, wydarzeń i idei związanych z edukacją kulturalną. Spotkasz tu ekspertów, których możesz się poradzić, lub skomentować ich opinie.

Zobacz również
Kalendarium
PRZEŚLIJ NEWS do kalendarium
Odsłon 32Zobacz więcej ...
 
Modern Mime Evening, Wieczór Współczesnej Pantomimy w ramach 10.Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu
Odsłon 7Zobacz więcej ...
 
"SĄSIAD 2010" Teatru Formy w ramach 10.Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu
Odsłon 6Zobacz więcej ...
 
Szkolenie: "Czas pracy w instytucjach kultury" - 27 VIII Warszawa
Odsłon 6Zobacz więcej ...
 
Szkolenie: "Zamówienia publiczne w kulturze" 11 X Gdańsk, 17 XI Warszawa
Odsłon 6Zobacz więcej ...
 
Bajki w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa
Odsłon 13Zobacz więcej ...
 
24-25.07.2010 Jubileuszowa edycja Święta Papieru w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju
Odsłon 48Zobacz więcej ...
 
Zgłoszenie projektu
Na forum
Małopolski Instytut Kultury

Impresje po Kongresie Kultury Polskiej - a może by tak: KONFRATERNIA WARIATÓW

Autor: Dr hab. prof. UW Barbara Fatyga


Szczęśliwie początek roku akademickiego już za mną, więc nareszcie mogę spisać swoje wrażenia po krakowskim Kongresie Kultury. Bałam się, że w miarę upływu czasu zblakną one i spłowieją, ale jeszcze wczoraj, rozmawiając z magistrantami o tym wydarzeniu odczułam naprawdę wysoki przypływ adrenaliny. Wobec tego – co warto na początku zaznaczyć – uwagi, którymi pragnę się tutaj podzielić nie mają charakteru refleksji sine ira et studio. Wręcz przeciwnie – są zapisem absolutnie subiektywnych (co nie znaczy bynajmniej - irracjonalnych) odczuć. Warto też na początku wspomnieć, iż – podobnie jak każdy uczestnik Kongresu – miałam wgląd tylko w część tego co się na nim działo, bowiem sympozja odbywały się równolegle i trzeba było dokonywać dramatycznych wyborów. Niezależnie od wszystkiego uważam, że nie był to czas stracony, dowiedziałam się niemało o stanie współczesnej polskiej kultury (w szerokim znaczeniu tego słowa), chociaż ta wiedza już niekoniecznie mi się podoba. Poniższe dywagacje opierają się na wrażeniach i notatkach ze wszystkich sesji plenarnych; a ponadto z sympozjów: „Nowe konteksty dla sztuk wizualnych” (moderator: Anda Rottenberg); „Kompetencje kulturalne społeczeństwa…” (za długi tytuł!) moderowanego przez prof. Zbigniewa Kwiecińskiego, „Kultura w życiu codziennym Polaków. Jak trafić <pod strzechy>” (tytuł, jak i inne, narzucony oczywiście odgórnie, jest tak cudownie idiotyczny, że aż ideologiczny, moderowanego przez prof. Mariana Golkę) i „Kulturotwórcza rola mediów” (moderator Jacek Żakowski).

kongres edukacja kulturalna
- A A A +
Drukuj Drukuj
 E-mail  E-mail

Jeśli idzie o refleksję ogólną to moja jest następująca. Kongres powinien mieć zdecydowanie bardziej płaską, demokratyczną i otwartą strukturę organizacyjną. Być może powinien zostać zarezerwowany czas dla tzw. grup ad hoc tworzonych przez ludzi mających za zadanie animację DYSKURSU MIĘDZYŚRODOWISKOWEGO, (por. też uwagi niżej, we fragmencie o folklorze). Tego postulatu przecież tzw. Antykongres ani doraźne koalicje podenerwowanych słuchaczy nie załatwiły! O samo wykluczeniach tzw. elit pisałam zresztą w innym miejscu już przed Kongresem, ale nie sądziłam, że będzie aż tak źle, jak rzeczywiście było (por.: www.dwutygodnik.com/wydanie/2009/10).

Liczba sesji plenarnych była zdecydowanie za duża. Niektóre z nich, podobnie jak sympozja, były fatalnie zorganizowane jeśli idzie o dobór panelistów i/lub raczej niepotrzebne (np. „homiletyczny” – jak to nazwał w kuluarach prof. Andrzej Piotrowski, wykład prof. Gadacza nie przyniósł – moim i nie tylko moim zdaniem – ani jednej nowej myśli i był źle ulokowany – po wystąpieniu ministra Boniego. Zaś w panelu podsumowującym obrady zabrakło miejsca chociażby dla: prof. Mariana Golki (monitoring i badanie kultury), prof. Joanny Kurczewskiej (problematyka tożsamości) czy też prof. Zbigniewa Kwiecińskiego (edukacja kulturalna) prowadzących ważne, wręcz kluczowe, z punktu widzenia odpowiedzialnej polityki kulturalnej, sympozja; o czym jeszcze niżej!). Brak tu było jasnej zasady podsumowania sympozjów: logiczne byłoby bowiem żeby w tej akurat sesji wzięli udział wszyscy moderatorzy, a nie arbitralnie dobrane towarzystwo. Co ciekawe, prof. Sztompka, jedyny wśród panelistów tej sesji socjolog – o problematykę monitorowania kultury się akurat nie upomniał! Tymczasem wydaje mi się, że rzesza ludzi działająca na polu kultury świetnie zdaje sobie sprawę z tego, iż żeby podejmować jakiekolwiek decyzje trzeba coś WIEDZIEĆ na ich temat. Zaś natura wiedzy o kulturze, tak jak i wiedzy o społeczeństwie, płynna jest niebywale! Więc sądy zakreślone prywatnym widnokręgiem niewiele tu mają wspólnego z rzeczywistością. Tą tezę Kongres w całej okazałości w moich oczach potwierdził!
Uważam także, iż Kongres powinien się rozpoczynać wystąpieniem plenarnym ministra Michała Boniego prezentującego raport o Polsce do 2030 roku. Być może naiwnie, wydaje mi się, że takie wstępne przypomnienie co NAPRAWDĘ stoi jako WYZWANIE przed POLSKĄ może skłoniłoby niektórych Wielkich Dyskutantów do zastanowienia się nad swymi wypowiedziami, trochę ich zawstydziło i trochę wymusiłoby na nich zmianę poetyki kongresowych dyskursów z szarpania postawu czerwonego sukna na dialog obywatelski!
Jeśli idzie o sympozja również było ich za dużo. Frustrujący był ich układ: ta sama lub podobna problematyka biegła w tych samych godzinach, tego samego dnia. Więc np. biorąc udział jako referentka w sympozjum o edukacji kulturalnej nie dostąpiłam szczęścia – dzięki brakowi wyobraźni organizatorów –zapoznania się z tym, co mówiono na równoległej sesji o animacji kultury. (Czego bardzo żałuję). A wystarczyło tylko przenieść niektóre podobne sympozja na inny dzień i stworzyć ciągi tematyczne. Nikt o tym nie pomyślał! Dramatyczny wybór polegał także na tym, że ci, którzy chcieli obejrzeć np. spektakle teatralne musieli rezygnować z obrad (odnoszę zresztą wrażenie, iż czynili to dość chętnie) i odwrotnie. Nie były to więc „imprezy towarzyszące” Kongresowi tylko „zamienne”. „Dzień Artystów” na Kongresie rozwiązałby pewnie częściowo ten problem.
Największy jednak KOMUNIKACYJNY i SPOŁECZNY grzech Kongresu polegał na wsadzeniu przytłaczającej większości jego uczestników KNEBLA. Brak możliwości dyskusji, zwłaszcza podczas sympozjów, spowodował, że drugiego dnia co bardziej krewcy uczestnicy zaczęli, po prostu, wykrzykiwać z sali swoje racje, a co bardziej rozsądni i/lub mniej konformistyczni wobec władzy moderatorzy błagali panelistów w ostatniej chwili o skracanie wystąpień by dać chociaż trochę czasu na dyskusję z audytorium. Kuluarowe rozmowy nie rozładowywały wobec tego coraz bardziej wybuchowej atmosfery lecz nawet ją podgrzewały.
Kolejne wielkie pytanie, które zadawałam sobie już w trakcie Kongresu jest następujące: CZY DOWIEDZIAŁAM SIĘ CZEGOŚ NAPRAWDĘ NOWEGO? Otóż, uczestnicząc w sesjach i sympozjach rzetelnie, chociaż z konieczności wybiórczo, NIE DOWIEDZIAŁAM się wiele ponad to, co już WIEDZIAŁAM. W moich oczach to kolejny grzech tego spotkania. Jest nawet gorzej: to co wiem z racji mego zajęcia zostało przedstawione tak, że Inni (mający odmienne zasoby wiedzy) nie mogli z tego, wg mnie, zbyt wiele wynieść.
Podsumowanie Kongresu było rozwleczone i źle zbudowane, jeśli idzie o jego dramaturgię i ostateczną wymowę. Mi zostały w pamięci kontrowersyjne obietnice ministra Zdrojewskiego i tzw. kwiatki, o czym też niżej.
Krótko rzecz ujmując: krakowski Kongres Kultury Polskiej anno 2009 widzę przede wszystkim jako próbę ratowania przy pomocy ekonomicznych elektrowstrzasów truchła tzw. wysokiej kultury, którą próbowano ocalać – najczęściej wbrew niej samej! Dając przy okazji (w sferze tzw. kultury osobistej) jej fatalne świadectwo. Nieco resentymentalnie zabarwioną satysfakcję przyniosło mi – jako badaczowi kultury - obserwowanie tych zabiegów, albowiem:
- po pierwsze, potwierdziło się moje przekonanie o potrzebie redefiniowania kultury jako kultury żywej;
- po drugie, co i tak wielu moich znajomych i przyjaciół napotkanych na Kongresie wie od dawna: „życie jest gdzie indziej”;
- a po trzecie: zmiana reguł dyskursu o kulturze czy o edukacji w naszym kraju to beznadziejna ORKA W BETONIE! To działalność dla WARIATÓW! (por. też niżej)
Podczas Kongresu drugim najczęściej wymienianym, po kulturze wysokiej, terminem (może zresztą trzecim, bo pierwszym był przecież pieniądze) była edukacja kulturalna. Wszyscy się niemal o niej wypowiadali, ale bardzo niewielu Zjazdowych Prominentów sprawiało wrażenie, że wie o niej coś, co wykracza poza ogólniki lub przynajmniej, że chce się czegoś NAPRAWDĘ dowiedzieć. W tej dziedzinie mamy wszak do czynienia z pozorną omnipotencją, przemocą symboliczną, arogancją dziedziczoną po mitycznej klasie próżniaczej, uroszczeniami pustego autorytetu i pozostałymi nieciekawymi cechami tzw. elit. Ciągle, jak to również i ten Kongres pokazał, pragnących Rządu Dusz lecz ślepych na to, że NAUCZANIE to DAR i POWOŁANIE bardzo specjalne, a Rząd Dusz nie jest konsekwencją przemocy lecz dobrowolnego uznania.

Smutny folklor kongresowy
Kolejny wątek zacznę od towarzyskiego wymiaru kwestii organizacyjnych i kultury osobistej osób, które kongres ostatecznie zdominowały. Warunki - spanie, jedzonko, bankiety były OK – jak ktoś tak lubi! Zresztą Kraków by night, z taką pogodą jaka była, oferował mnóstwo alternatywnych atrakcji. ALE POWSTAŁO (nie tylko w mej głowie – sądząc z kuluarów) zasadnicze pytanie DLA KOGO BYŁ TEN KONGRES? Kiedy jego organizację powierzono prof. Sztompce z UJ w środowiskach tzw. artystycznych, pardon ARTYSTYCZNYCH, pojawiły się obawy, że zostanie on zdominowany przez profesurę zwłaszcza socjologiczną. (A na marginesie - kondycja socjologii kultury w naszym kraju jest moim zdaniem dość marna, to osobny temat do rozwinięcia). No i – oczywiście – ekonomiczną; zauważmy, że TON kongresu już w fazie przygotowań został rzeczywiście zdominowany przez tzw. raport Hausnera. I śmieszno i straszno było obserwować zatem jak TWÓRCY KULTURY (uzurpujący - przynajmniej z antropologicznego punktu widzenia – sobie prawo do jedynej reprezentacji tego miana) dawali odpór owej potencjalnej próbie dominacji. Szacunku dla wiedzy nie było tam ze strony PT Artystów ni za grosz! Było gorzej – teksty w stylu: co te nasze profesory wygadują (pani Holland - wszystkie cytaty z pamięci, podkreśl. BF) padały publicznie. Publicznie wyrzucono prof., prof. Balcerowicza i Hausnera POZA KULTURĘ!!! Czemu zresztą w jednej z sesji końcowej prof. Hausner w bardzo kulturalny sposób dał odpór! Ale „za to” w innej końcowej sesji prof. Sztompka, nisko się kłaniając, dopraszał się łaski pańskiej by artyści DOPUŚCILI do swego grona socjologów !!! Proszę wybaczyć, ale – ja się nie zapisuję!!! Na tzw. pijarowe popisy panów Zadary (sesja plenarna pierwszego dnia) i Strzembosza (w tym wypadku również na brak reakcji moderatora – pana Żakowskiego – sesja o mediach) spuszczam zasłonę zapomnienia, bo bym musiała bardzo dosadnie napisać co o tym myślę. Obrażane przez tych panów osoby słusznie domagały się by na Kongresie KULTURY rozmawiano KULTURALNIE. (Postulaty te jednak przez większość występujących publicznie osób nie zostały usłyszane i wzięte pod uwagę!). Nota bene stopień… zdenerwowania (excussez le mot) ludku kongresowego po pierwszym dniu obrad osiągnął taki poziom, że rozmaici moi znajomi – ludzie kultury bez wątpliwości – z których ust wcześniej nie słyszałam tzw. publicznego słowa klęli jak… jak… nie chcę obrażać szewców! Liczba dam negocjowalnego afektu (źródło: Prachett) i części męskiej anatomii w stanie destrukcji (źródło: pewien blog) unosząca się w kuluarach przyprawiała o zawrót głowy. Powody tego stanu rzeczy opisuję też niżej.
Wracając do zasadniczego wątku - w żadnym razie nie był to Kongres profesorów, ale nie był to też Kongres działaczy, animatorów, pracowników czy przedsiębiorców pracujących w kulturze lub dla kultury. Nie było na nim zbyt wiele miejsca dla kultury niezależnej; dla kultury popularnej, dla kultury hm – pewnie już 10.0 (jeden z jej orędowników został publicznie nazwany złodziejem przez bardzo kulturalnego pana dyrektora bardzo kulturalnej instytucji; zaś pan Łagodziński pozwolił sobie Internet nazwać kloaką kultury, na co pan Alek Tarkowski z widowni głośno spytał czy PT Panelista używa tego medium. Co rzadko się tutaj zdarzało, więc warto to odnotować: dr Łagodziński wycofał się i przeprosił za tę niestosowność. Nie było wiele miejsca dla sektora prywatnego wreszcie. Szacunku dla nich też nie było. Kuriozalne pod tym względem było np. wystąpienie pana posła Fedorowicza podczas jednej z końcowych sesji plenarnych. Pan ten zainwokował następująco: Do WAS się zwracam, do tych siedzących tam w górze (sala była amfiteatralna - BF) do tych małych, szarych ludzi robiących w kulturze – jestem jednym z was! (Nie pamiętam już dobrze, a sprawdzić na stronie internetowej nie mogę, czy aby nie padło tam również słówko: biednych). No siedziałam sobie akurat wtedy na górze wraz z moją przyjaciółką - Dorotą Kędzierzawską, obok przedstawicieli domu kultury z małej miejscowości, (co rozpoznałam po tym o czym do siebie szeptali), nieco dalej widziałam pana Jarka Lipszyca z Fundacji Nowoczesna Polska, prof. Andrzeja Piotrowskiego z IS UŁ i jakiegoś długowłosego młodzieńca (ani chybi poetę) tudzież alternatywnie wyglądającą panienkę, troszkę niżej widać było góralski kapelusz, migotały mosiężne zdobienia na pasie pana ze związku Sołtysów, obok przemazał mi się akurat reżyser - pan Marczewski, itd. itp… Ciekawa jestem dlaczego pan Fedorowicz uznaje nas wszystkich za małych i szarych ? Moim zdaniem publiczność Kongresu była często ciekawsza i bardziej barwna niż jego Koryfeusze!
Kongres analizowany pod względem form towarzyskości dostarczył do takich analiz wiele interesującego materiału! PT WIELCY KONGRESU (z naprawdę niewielkimi wyjątkami) wszystkimi dostępnymi technikami: od extraordynaryjnej (i ordynarnej momentami) przemocy symbolicznej, do „subtelnych” technik manewrowania obrazem społecznym i sytuacyjnymi autoprezentacjami realizowali to, co we współczesnych naukach społecznych określić można jako par excellence KLASOWE TECHNIKI SEPARACYJNE (poczytajcie sobie Drogie Misie Pierre’a Bourdieu i Ervinga Goffmana – nie mówiąc już o nowszej literaturze przedmiotu). Pod tym względem obserwacja obu kongresowych bankietów, ale także bardziej profanicznych posiłków (wszelako w foyer Muzeum Narodowego) i kuluarów Kongresu (kto z kim, o czym, i dlaczego) była ciekawym, acz głęboko zniechęcającym doświadczeniem. Wielcy Kongresu pokazali się na nim by lud prosty ich sobie obejrzał, można też było odnieść wrażenie, że po to by zaznaczyć symbolicznie swe istnienie i, nie tylko symbolicznie - swe potrzeby, ale przecież nie po to by się z nim (ludem owym) bratać! W trajektorię towarzyskości Kongresu nie został wmontowany żaden z licznych i nietrudnych zabiegów zmierzających do przełamywania barier i integracji różnych społeczno-kulturalnych światów. W efekcie na Kongresie spotkali się i wymienili ukłony, uśmiechy, taksujące spojrzenia i/lub uwagi przede wszystkim ci, co się JUŻ ZNALI i ci, CO RAZEM PRZYJECHALI. Poznać można było co najwyżej osoby tego samego gatunku – czyli przyjaciół lub znajomych naszych przyjaciół lub znajomych. Do żadnego niestosownego MELTING POT na większą skalę raczej nie doszło.
Zabawne w tym kontekście, zwłaszcza dla antropologa współczesności, było zdarzenie z pierwszego dnia, gdy to okazało się, że uczestnikom sesji plenarnej podium nie przysługuje. „Ukryty program” Kongresu zakładał, że podium to władza. Zgodnie z teorią metafory Lakoffa i Johnsona: WŁADZA TO W GÓRĘ, (wyjąwszy oczywiście przypadek teatralnej jaskółki, gdzie tłoczy się lud, co wykorzystał, jak opisałam wyżej, pan poseł Fedorowicz – niegdyś przecież aktor). Słusznie też pani Holland zrobiła z tego oraz ze sztywniackiego usadzenia panelistów niewielki happening.
W debatach plenarnych, sympozjach i w kuluarach kongresu zasmuciło mnie jednak coś więcej: brak elementarnego szacunku dla innych i niezmierzone morze arogancji zarówno wobec ludzi, jak i wobec treści merytorycznych, które w całości nie były przecież treściami własnymi stosunkowo niewielkiej grupki osób, która zdołała narzucić Kongresowi własną definicję sytuacji! (Cały ten wywód co chwila robi się groteskowy, bowiem ci, którzy narzucili definicję sytuacji szybko obrazili się na media – głównie telewizję – za jej prawidłowe odczytanie. Przypomnijmy, iż po pierwszym dniu ton komentarzy był taki oto, iż na Kongresie twórcy kłócą się z władzą o pieniądze). Załatwię tu przy okazji kwestię telewizji. Na wspomnianej już sesji medialnej rzucono hasło: żebyśmy MY odzyskali telewizję. Na uwagę jednego z uczestników panelu (bodajże któregoś z panów profesorów – znów nie mogę tego sprawdzić bo relacji jak nie ma tak nie ma), iż zaimek osobowy MY jest bardzo niebezpiecznym zaimkiem reakcja była niegrzeczna i lekceważąca, bo MY wszak wiemy o co chodzi. (Na marginesie: sens pisania społecznej ustawy medialnej budzi nie tylko moje ogromne wątpliwości, ale to kolejny temat na osobną refleksję).
Koresponduje to nieźle z wrażeniami dotyczącymi sfery merytorycznej, jakie wyniosłam, choćby z sympozjum o stanie kultury miejskiej. Obok mnie siedzieli państwo z domu kultury z małej wsi (800 mieszkańców – jak poinformowała mnie sąsiadka). Akurat na tym sympozjum pan Knittel jako panelista – z całym szacunkiem dla jego pozycji jako kompozytora i pedagoga - był zupełnym nieporozumieniem, albowiem mówił wyłącznie o edukacji muzycznej, czyli - w tym wypadku - po prostu nie na temat. Wzburzyło to jednak moich sąsiadów niesamowicie. Pani siedząca obok, na żale Pana Knittla, dała mi sójkę w bok i powiedziała: no słyszy pani co on gada, co on gada… my akurat jesteśmy z takiego małego domu kultury, spod Częstochowy, dzieci nie grają! Jak to nie grają… u nas w takiej malutkiej wsi wszystkie dzieci grają! Mamy 80- osobową orkiestrę i zdobyliśmy właśnie srebrny medal!l (niestety nie dosłyszałam nazwy tej europejskiej imprezy czy przeglądu), a teraz przygotowujemy się do startu w pucharze świata! No to jak to dzieci nie grają…
Teraz pro domo sua. Byłam autorką raportu o edukacji kulturalnej oraz współautorką i współredaktorką raportu o stanie kultury miejskiej w Polsce. Na stronie Kongresu do dzisiaj nie ma pełnej wersji drugiego z tych raportów – są tylko robocze skróty, przygotowane pospiesznie na życzenie Sponsora-Łaskawcy i nie odzwierciedlające rzeczywistych treści tego raportu. Zarówno w drukowanych materiałach, jak i na stronie, jako współautorzy pierwszego raportu pojawili się dwaj panowie, którzy tylko wykonali na moje zamówienie robocze analizy, za co postanowiłam uhonorować ich inskrypcją o współpracy, (ale na miły Bóg – nie współautorstwem!).
W Narodowym Centrum Kultury realizuję od kilku miesięcy wraz z Zespołem (dr Magdalena Dudkiewicz, dr Marek Kłosiński, mgr Katarzyna Kalinowska i mgr Albert Hupa z kierowanego przeze mnie Zakładu Metod Badania Kultury ISNS UW) projekt Obserwatorium Żywej Kultury we współpracy z Zespołem projektu pod nazwą MOJA POLIS (reprezentowanym przez mgr Jakuba Wygnańskiego i dr Jana Herbsta). (Projektem tym w NCK opiekują się dr Joanna Szwajcowska i dr Anna Wieczorek). Nasza praca to niezwykle trudne i ambitne zadanie zbudowania nowoczesnych, rzetelnych i trafnych wskaźników do monitorowania stanu kultury w Polsce. MOJA POLIS umożliwia m.in. pokazywanie ich na różnorodnych mapach (od poziomu gminy poczynając, uwzględniając zmiany w czasie, umożliwiając samodzielne wyliczanie sobie rozmaitych rzeczy itd., itp. – jest to temat na osobne opowiadanie). Bardzo nam zależało, żeby na stronie e-kongresu została zamieszczona, przygotowana przez nas informacja, o tym przedsięwzięciu wraz prezentacją możliwości MOJEJ POLIS. Tym bardziej, że wiedza o stanie kultury w Polsce jest dziurawa jak rzeszoto oraz dlatego, że zaproponowany przez nas system ma działać w tzw. WOLNYM DOSTĘPIE!!! Ba! Interweniowałam jeszcze w trakcie kongresu – obiecano mi zawiesić tę informację! Nie ma, nie wisi, chyba nikogo to specjalnie nie obchodzi. To tylko moje prywatne żale. Zdecydowałam się o tym napisać, ponieważ jest to jednym z symptomów stosunku organizatorów Kongresu do cudzej pracy. Brak staranności, brak uwagi, brak…. Ech!
Konfraternia Wariatów
W kuluarach Kongresu, już pierwszego dnia rodziły się różne kontestacyjne pomysły: spiski, sieci, działania anty- i kontr-. Jednym z nich jest właśnie Konfraternia Wariatów. Varius to po łacinie inny, zaś konfraternia (confraternitas) to, z kolei, w łacinie średniowiecznej bractwo, związek, też gildia, cech; w każdym razie stowarzyszenie ludzi podobnego zajęcia, a możnaby dodać, iż także temperamentu. Wymyślił ją w stanie silnego wzburzenia Ryszard Michalski ze Stowarzyszenia Tratwa po zakończeniu pierwszego dnia Kongresu, a przed bankietem, zaś pierwsi partycypanci to niżej podpisana oraz Prezesi: Ryszard Żółtaniecki i Jarosław Lipszyc. Pierwsze wolne inicjatywy Konfraterni to niniejsza próba zainicjowania dyskusji pokongresowej, informacja o projekcie Obserwatorium Żywej Kultury oraz spotkanie w Olsztynie, które zaczyna organizować Ryszard Michalski. My i tak będziemy ROBIĆ SWOJE!
 

 
Wróć ...

Komentarz: ZOBACZ / DODAJ KOMENTARZE
Polecamy
Seminaria Kultura i rozwój

„Kultura się liczy!” głosi hasło kampanii społecznej zainicjowanej przez Narodowe Centrum Kultury. Trudno mieć dziś wątpliwości, że kultura tworzy środowisko, które może sprzyjać lub przeszkadzać rozwojowi społeczno-gospodarczemu. Kultura uczestniczy bezpośrednio w życiu gospodarczym za sprawą nabierających na znaczeniu przemysłów kultury i przemysłów kreatywnych. Niemniej ważny jest wpływ pośredni, w postaci podtrzymywanych przez kulturę norm sprzyjających innowacyjności, kreatywności, wspólnemu działaniu, zaufaniu i tworzeniu kapitału społecznego. 
 

 

Odsłon 301Zobacz więcej ...
 
Polecamy
Tagi

aktywizacja aniamcja kultury animacja animacja kultura animacja kultury animacja lalkowa animacja społeczna Antoni Rząsa antropologia architektura artykuł astronomia ę badania batik bezrobocie biblioteka billboard cal Centrum Kultury Lokalnej ceramika chóry Chopin 2010 coaching cyrk czytanie debata demokracja demokracja lokalna design dialog międzykulturowy dobre praktyki dobro wspólne dom kultury domy kultury dotacja drzeworyt dyskusja dzieci edukacja edukacja ekologiczna edukacja kulturalna edukacja międzykulturowa edukacja pozaformalna edukultura ekologia emocje esej etnografia eurydice

projekt: chariot.pl        *copyright: © 2009 - fundacjakultury.pl   Forum Edukacji Kulturalnej
Forum Edukacji Kulturalnej
Forum Edukacji Kulturalnej